O wnętrzach harmonijnych, wypełnionych „dostojnym spokojem”.


Czasem przeglądając fotografie w internecie lub jeżdżąc na wizyty do klientów, już po przekroczeniu progu pomieszczenia wiem, że trafiłam do domu „szlachetnego”, „solidnego”. Nie ma w nim sztucznych materiałów, jest kamień, zieleń,  drewniany parkiet, ściany pokryte sztuką, często meble z historią, designerskie (choć nie lubię tego słowa…) perełki. Dobrze zaprojektowane oświetlenie, z głową rozwiązana przestrzeń, spójność form i materiałów.

Zdjęcia, które wybrałam do tego posta zdają mi się dobrze oddawać clou.

We wnętrzach tych zauważam kilka zbieżności. Użyte meble są masywne, pełne, dzięki temu dające wrażenie komfortu i klasy. Mamy do czynienia z pewnym stopniem ugrzecznienia, porządku. Formalizacji i spójności.

Kolor (!) – tak znienawidzony ostatnio, wyparty na rzecz szaro-szarych „minimalistycznych” wnętrz tutaj zdarza się nader często.

Forma (!) – wybitna, wyraźna w meblu, lampie, plamie farby na płótnie.

Połysk (!)  – w konstrukcji krzeseł, lakierowanych frontach, porcelanie.

Brak ekstrawagancji, subtelność…

 
Takich wnętrz wam życzę.
Udanego sobotniego wieczoru!