jadąc w góry po raz drugi, wiedziałam, że jadę po swoją siłę

Ciężko mi w ostatnich dniach zebrać myśli, wiec ten wpis będzie dość krótki. Wyjechałam w góry na chwilę. Chciałam oderwać się od Warszawskiego pędu i po raz kolejny podjąć się wyzwania. Kolejny raz zmierzyć się ze swoimi słabościami i lękami. Stanąć na szczycie, rozejrzeć się i powiedzieć sobie : „Widzisz, wiedziałam, że potrafisz”.

Jeszcze dwa lata temu nie uwierzyłabym, że jestem w stanie zmobilizować się do wyprawy w góry. Ciężkie buty, pot, brud, zimno, ostre słońce  i ta mozolna wspinaczka. Przygotowania, wyprawa na cały dzień, ciężki plecak z podwójnym zestawem ubrań w razie niepogody. Jak zmobilizować ciało do takiej niewygody, gdy jedyne „heels” jakie zna stoją grzecznie na półce w garderobie?

Nie wiem do końca co mną kierowało, gdy dwa lata temu pierwszy raz pojechałam w Tatry.  Jestem typem „miastowym”, który najbardziej na świecie kocha swoją wannę, a z imprezy prawie zawsze wraca taksówką. Mam wielki lęk przed otwartą przestrzenią połączony z panicznym lękiem wysokości.

Mam też od lat dziecięcych przylepioną „łatkę” chucherka i patyczka, ze względu na moją dość szczupłą sylwetkę. Trochę ta łatka wrosła we mnie i wpłynęła na mój sposób bycia, na życiowe wybory i podejmowane wyzwania.

Pierwszy wyjazd był więc dla mnie symbolicznym oderwaniem metki. Pokonałam własne słabości.

Urosłam.

Teraz jadąc w góry po raz drugi, wiedziałam, że jadę po swoją siłę 🙂

Oglądając zdjęcia w tym wpisie polecam Wam włączyć tą piosenkę In to the Wild.

***

All photos are mine 🙂

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *